Geminidy

Il.1: Radiant roju Geminidów – konstelacja bliźniąt, Źródło: Wikipedia.

Grudzień to idealny moment, żeby spojrzeć na niebo – nie tylko w poszukiwaniu “pierwszej Gwiazdki”, zwiastującej czas, w którym zasiadamy do kolacji wigilijnej i do poszukiwania prezentów pod choinką. Czasami „gwiazdką” może być planeta, przy czym Wenus jako gwiazda wieczorna szczególnie nadaje się dzięki swojej jasności. W tym roku jednak Wenus w grudniu widoczna jest przed wschodem Słońca. Warto wspomnieć, że w grudniu będzie widoczna kometa 46P Wirtanen (gołym okiem będzie widoczna jako rozmyta plamka).

Jednak nie ona jest główną atrakcją grudniowego nieba. Między 4 a 17 grudnia obserwować możemy rój meteorów o radiancie w jednej z najjaśniejszych gwiazd konstelacji bliźniąt. Geminidy – bo taka jest nazwa roju – swoje maksimum osiągają w nocy z 13 na 14 grudnia. Jego aktywność śmiało opisać można jako wysoką – w ciągu zaledwie godziny da się bowiem zaobserwować nawet 120 zjawisk z nim związanych. Co więcej – obserwacje deszczu meteorów można prowadzić aż do świtu – jest to związane z faktem, że radiant do samego końca nocy pozostaje widoczny i wraz z początkiem kolejnego dnia znajduje się 30 stopni nad horyzontem.

Animacja: pojedynczy meteor z roju Geminidów, Źródło: NASA

Geminidy, związane z rozpadem planetoidy (3200) Phaethon, która co około 1,4 roku zbliża się do naszej najbliższej gwiazdy – Słońca – na zaledwie 014 AU, nie są jednak jedynym rojem goszczącym nad naszymi głowami w tym miesiącu. Poza nimi na niebie zaobserwować można Ursydy, które aktywne są od 17 do 26 grudnia, a których maksimum przypada na dwudziesty drugi dzień miesiąca. Ich radiant znajduje się w gwiazdozbiorze Małej Niedźwiedzicy. Przejście roju Ursydów nie jest jednak spektakularne – obserwujemy bowiem około 10 zjawisk związanych z nim w ciągu godziny. Jednak mimo wszystko Polska jest bardzo dobrym miejscem do obserwowania Ursydów – widoczne są one całą noc. Najniżej ich radiant znajduje się bowiem o godzinie 19, a najwyżej możemy znaleźć go o świcie (na wysokości 66 stopni).

 

Tekst: Helena Ciechowska, Redakcja: Prof. Leszek Czechowski

Wizyta na Uniwersytecie w Bonn

Góry Świętokrzyskie to bez wątpienia fenomen na skalę światową. Są one bowiem miejscem, w którym odsłaniają się skały o bardzo zróżnicowanym wieku. Jednocześnie powierzchnia występowania tych skał jest bardzo mała. Na terenie Gór Świętokrzyskich znajdujemy zatem stare skały wieku kambryjskiego, a także z ordowiku, syluru, dewonu i karbonu i permu, oraz młodsze (piętro strukturalne kończy się w tym wypadku na utworach kredy).

Korzystając z wolnego czasu odwiedziłyśmy także pobliską Kolonię. Zdjęcie przedstawia targi świąteczne przed znaną gotycką katedrą w Kolonii, Fot. – Helena Ciechowska

To właśnie geologia tego regionu była jednym z tematów prezentacji, które zostały wygłoszone przez naszych studentów w Instytucie Fizyki Uniwersytetu w Bonn. Dzięki prof. Jackowi Ciborowskiemu dwie studentki kierunku Geofizyka w Geologii (GwG) miały okazję wziąć udział w kilkudniowej wizycie w ramach wymiany studenckiej z uniwersytetem w Bonn.

O Górach Świętokrzyskich i geologii historycznej prezentację wygłosiła Julia Chachulska – studentka drugiego roku GwG. Opowiedziała ona między innymi o tym, w jaki sposób doszło do powstania tych struktur i dlaczego na tak małej przestrzeni odsłania się tyle różnych warstw.

Kolejną prezentację wygłosiła Helena Ciechowska – również studentka drugiego roku GwG. Ta z kolei dotyczyła projektu studenckiego pt.: „Czy to był bolid?”, prowadzonego pod okiem prof. Marka Grada, który wykonywany jest wspólnie przez Aleksandrę Fronczak, Mikołaja Zawadzkiego, Klaudię Mocek, Macieja Karasewicza i Helenę. Studentka przybliżyła problematykę projektu, który dotyczy analizy danych sejsmicznych i poszukiwania dowodu na temat tego, czy dany zapis z sejsmografów jest efektem eksplozji bolidu, który widoczny był na niebie dnia 31 października 2015 roku. 

Mamut w metrze

Warszawskie ziemie są pełne tajemnic – właściwie można powiedzieć, że są one najeżone zarówno obiektami z różnych czasów, jak i różnego rodzaju. Kopiąc tunele, którymi za jakiś czas jeździć będzie warszawskie metro, nie sposób nie natknąć się na wszelkiej maści znaleziska. Tak też było i tym razem.

Drążąc tunele w okolicy stacji Płocka, na skrzyżowaniu z ulicą Wolską robotnicy natknęli się na plejstoceńskie szczątki ssaka będącego prawdopodobnie mamutem lub słoniem leśnym.

Kości zostały znalezione na głębokości 6 metrów. Zostały wydobyte i oczyszczone, a teraz będą preparowane i ponownie badane przez pracowników Muzeum Archeologii w Warszawie, w celu uzyskania dokładniejszych informacji na temat okresu, z którego pochodzą i zwierzęcia, do którego należą.

Il.: Malowidła naskalne przedstawiające m. in. mamuta w jaskini Rouffignac, Źródło: Wikipedia

Co do tej pory udało się jednak ustalić na temat znaleziska? Szczątki znalezione zostały w miejscu, gdzie kiedyś znajdowało się jezioro, które rozciągało się od Leszna pod ul. Płocką, aż do miejsca, gdzie obecnie stoi budynek Dworca Zachodniego.

Według Wojciecha Brzezińskiego, ssak prawdopodobnie udał się na przechadzkę skutym lodem jeziorem. Lód pod ciężarem zwierzęcia pękł, a mamut (lub słoń leśny – oba te gatunki żyły na terenie naszego kraju w czasach tzw. “epoki lodowcowej” – wątpliwości na temat tego, jakiego gatunku jest zwierzak mają rozwiać dokładniejsze badania przeprowadzone przez Muzeum Archeologiczne w Warszawie) wpadł do wody i prawdopodobnie to w ten sposób dokonał swego żywota.

Jednak znalezisko nie jest jedynym, które budowniczowie mieli okazję odkryć podczas prac nad II linią metra w tej części Warszawy. Do odnalezionych obiektów należy między innymi 300-letnia studnia znaleziona na głębokości 9 metrów, czy wszelkiego rodzaju militaria, a także przedmioty codziennego użytku, z których korzystali dawni mieszkańcy miasta.

 

Tekst: Helena Ciechowska

Metody Geofizyczne w Archeologii Polskiej

Geofizyka to nauka, która znajduje zastosowanie w wielu aspektach naszego życia. Mamy z nią styczność praktycznie na każdym kroku. Jedną z dziedzin korzystającą z metod geofizycznych jest archeologia.

Metody Geofizyczne w Archeologii Polskiej – tak brzmiał temat piątego już spotkania, które są okazją do prezentacji wyników prowadzonych badań archeologicznych, do których, jako narzędzie poznawcze, wykorzystana została geofizyka. Tegoroczna konferencja odbyła się w Toruniu w dniach 21-23 listopada na Wydziale Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Fot.: grupa z UW na konferencji. Od lewej: dr hab. Radek Mieszkowski, Helena Ciechowska, Magdalena Bartmańska i Michał Pisz.

Podczas konferencji zaprezentowane zostały konkretne rozwiązania i przykłady, w których geofizyka była pomocna podczas poszukiwań archeologicznych. Uwzględniono jej znaczenie w aspektach takich jak chociażby planowanie strategii ochrony stanowisk archeologicznych lub określaniu położeń struktur, w tym głębokości, na których mogą się one znajdować.

Nie jest tajemnicą, że metody geofizyczne mogą wiele powiedzieć nam o tym co znajduje się pod powierzchnią ziemi. W archeologii bardzo popularne są metody magnetyczne oraz elektrooporowe polegające na pomiarach anomalii pola magnetycznego lub oporności elektrycznej. Metody te często pozwalają także na faktyczne odnalezienie (i oszczędzenie dzięki temu wiele czasu) poszukiwanych struktur, np. śladów po zabudowaniach.

Geofizyka jest więc narzędziem, które pozwala uniknąć przeszukiwania gruntu „na ślepo”. Metody elektrooporowe, magnetyczne, czy sejsmiczne są naszymi „oczami”, tam gdzie nie możemy zajrzeć bezpośrednio. Ważnym narzędziem badań jest także georadar.

Podczas konferencji prelegenci omawiali sposobu prowadzenia badań i przedstawili szereg wyników oraz obrobione dane geofizyczne.

 

Tekst: Helena Ciechowska, Redakcja: prof. Leszek Czechowski

InSight coraz bliżej Marsa

Już wkrótce na Czerwoną Planetę dotrze bezzałogowy lądownik misji InSight. 26 listopada zbliża się wielkimi krokami – to właśnie wtedy sonda InSight ma wylądować na powierzchni Marsa. O tej sondzie pisaliśmy już w dniu jej startu – 5 maja 2018. Wpis można przeczytać tutaj.

Celem misji jest przeprowadzenie badań geofizycznych na powierzchni naszego sąsiada, aby lepiej zrozumieć planety typu ziemskiego, m.in. jaki powstanie ewolucję Marsa.

Fot.: Testy lądownika InSight, Źródło: NASA/JPL-Caltech/Lockheed Martin

Pomiary prowadzone przez InSight trwać mają 2 lata ziemskie (czli ok. 1 rok marsjański). Dzięki sondzie mamy nadzieję dowiedzieć się więcej na temat wewnętrznej budowy Marsa oraz obecnie zachodzących na nim procesów geologicznych. Lądownik wyposażony został m. in. w sejsmometr, który pozwoli na obserwacje aktywności sejsmicznej Czerwonej Planety.

Co więcej sonda posiada próbnik Heat Flow and Physical Properties Package, który służyć ma do pomiaru ciepła pochodzącego z wnętrza planety. Zostanie on umieszczony 5 metrów w głębi marsjańskiego gruntu. (Nie bez powodu lądownik osiąść ma na Elysium Planitia – równinie wulkanicznej znajdującej się na północnej półkuli Marsa, w okolicach jego równika. Miejsce to wybrane zostało ze względu na możliwość dokonania pomiarów fal sejsmicznych oraz strumienia ciepła.)

Kolejną informacją jakiej dostarczyć może nam misja, jest związana z rozkładem mas oraz stanem skupienia materii wewnątrz planety. Sonda została bowiem wyposażona w urządzenie służące do pomiaru przesunięcia dopplerowskiego sygnałów przesyłanych między Marsem a Ziemią. Dokładny pomiar ruchu planety pozwoli na określenie wspomnianych wyżej parametrów.

Sonda zasilana będzie przez panele słoneczne – to również było dobrym powodem do osadzenia jej w okolicach marsjańskiego równika – głównie ze względu na zmaksymalizowanie czasu pracy. Oprócz aparatury badawczej lądownik wyposażony został również w dwie kamery.

Szczegóły dotyczące misji InSight, obecnej odległości sondy od Marsa, czy też od Błękitnej Planety można śledzić tutaj.

 

Tekst: Helena Ciechowska, Redakcja: prof. Leszek Czechowski

Od dzisiaj nowy kilogram!

Jeden ze wzorów kilograma (kopia używana w USA ( US National Institute for Standards and Technology).

Nowe ustalenia wszystkie jednostki definiują w oparciu o procesy lub stałe fizyczne. Wzorzec dla sekundy i metra nie uległy zmianie.  Mając zdefiniowana 1 s, aby zdefiniować jednostkę długości musimy użyć stałej fizycznej, która zawiera długość. Taką wielkością jest prędkość światła w próżni. Mając sekundę i prędkość światła c, możemy zdefiniować 1 metr. Jest to długość drogi przebytej w próżni przez światło w czasie 1/299 792 458 sekundy. Inaczej mówiąc, to taka jednostka długości dla której światło w próżni ma prędkość c=299 792 458 m/s.

  • Aby zdefiniować jednostkę masy musimy użyć stałej fizycznej, która zawiera masę. Korzystamy ze stałej Plancka h używanej w mechanice kwantowej. Wymiarem h jest kg∙m2∙s-1. Kilogram to taka jednostka masy dla której h =  6,626 070 015∙10-34 kg∙m2∙s-1, Oczywiście można by użyć innej stałej fizycznej, na przykład stałej grawitacji G występującej we wzorze na przyciąganie ciał. Niestety tą stałą znamy z dosyć małą precyzją, ok. 0,000046 G jej wartości czyli 0,0046%. Stałą Plancka potrafimy wyznaczyć ze znacznie lepszą dokładnością.
  • Aby zdefiniować jednostkę natężenia prądu 1 A (Amper) musimy mieć stałą fizyczną, w której występuje A. Najłatwiej użyć ładunku elektronu. Ładunek to przecież natężenie prądu mnożone przez czas. A więc 1 A to taka jednostka prądu dla której ładunek elektronu to: 1,602 176 634 ∙ 10-19 A ∙ s.
  • Do określenia jednostki temperatury 1 K (kelwin) używamy stałej Boltzmanna k= 1,380 649 ∙ 10-23 J ∙ K-1 ( = kg ∙ m2∙ s-2∙ K-1). Czyli 1 K to taka różnica temperatury termodynamicznej, która odpowiada zmianie energii cząstki o 1,380 649 ∙ 10-23 J .
  • Zauważmy, że definiując jednostki za pomocą stałych fizycznych, powodujemy, że wartości liczbowe tych stałych są teraz znane dokładnie! Czyli teraz wiemy dokładnie (!!) , że: c=299 792 458 m ∙ s-1, stała Plancka: h= 6,626 070 15 ∙ 10-34 J ∙ s, ładunek elementarny: e=1,602 176 634 ∙ 10-19 C, stała Boltzmanna: k=1,380 649 ∙ 10-23 J ∙ K-1, stała Avogadry NA= 6,022 140 76 ∙ 1023. Ta pozornie cudowna dokładność oznacza jedynie wartość liczbową.

Leonidy

Leonidy – deszcz meteorów 1 stycznia 1997 widziany z kosmosu – zdjęcie NASA

W najbliższych dniach swój wzrok warto skierować na gwiazdozbiór Lwa. Już od 10 listopada nad naszymi głowami obserwować można przelot meteorów zwany z roju Leonidów. Jak wskazuje nazwa, roju należy go szukać w okolicy gwiazdozbioru Lwa. Lew to jeden ze znaków Zodiaku, więc można go szukać na ekliptyce. W drugą stronę od Lwa znajduje się Wieka Niedźwiedzica (w tym Wielki Wóz odległy o ok. 20 stopni). Rój oglądać go będzie można do 23 dnia miesiąca. Maksimum przypada na noc z 17 na 18 listopada.

Pojawienie się Leonidów jest związane z okresowym przelotem komety należącej do grupy komet typu Halleya – 55P/Tempel-Tuttle, która zbliża się do Słońca co 33 lata. Uważa się, że Leonidy są materią wyrzuconą z tej komety. Rój ten jest najszybszym znanym nam rojem, w ziemskiej atmosferze meteoroidy osiągają bowiem prędkość aż 72 km/h. Aktywność Leonidów określa się jako nieregularną. W czasie jego występowania można jednak obserwować spektakularne deszcze „spadających gwiazd” – zwłaszcza w okresach powrotu komety w okolice Słońca. Ostatnie zdarzenie tego typu miało miejsce w roku 1998. Wtedy też aktywność roju oszacowano jako bardzo wysoką (nawet 3000 meteorów na godzinę!).

: Gwiazdozbiór radiantu Leonidów, Źródło: Wikipedia

Jednak spektakularne Leonidy nie są jedynym rojem, który możemy oglądać na listopadowym niebie. Do 10 grudnia aktywne są także, należące do Kompleksu Taurydów, Taurydy Północne, których radiant znajduje się w gwiazdozbiorze Byka. Byk też jest znakiem Zodiaku. Oprócz tego obserwować będzie można rój Andromedydów powstały w wyniku rozpadu komety 3D/Biela. Jego mała aktywność rozpoczyna się w połowie listopada, a maksimum osiąga on 2 grudnia. Nie należy on jednak do obfitych rojów i znacznie stracił na swojej aktywności od roku 1885, w którym w ciągu godziny można było obserwować aż 75000 meteorów pochodzących z tego roju. W gwiazdozbiorze Andromedy można znaleźć wiele interesujących obiektów, w tym Galaktykę Andromedy (M31), która zbliża się do naszej Galaktyki z prędkością 100 km/s.

 

Tekst: Helena Ciechowska, Redakcja: prof. dr hab. Leszek Czechowski

Wydmy na Tytanie

Wydmy w Układzie Słonecznym występują nie tylko na Ziemi w środowiskach eolicznych takich jak plaże, czy pustynie. Struktury tego rodzaju znaleźć możemy również na Marsie i na powierzchni Wenus. Więcej na temat wydm wenusjańskich, ziemskich i marsjańskich przeczytać można w tym artykule.

Ilustracja: Wzniesienie (początkowo uważane za kriowulkan) na Tytanie, otoczone przez ciemne wydmy, źródło: NASA planetary photojournal: PIA07965

Jednak planety te nie są jedynymi miejscami w Układzie Słonecznym gdzie możemy znaleźć wydmy.

Tytan jest największym księżycem Saturna. Posiada on bogatą w azot atmosferę (gęstszą od atmosfery ziemskiej), w której zachodzą skomplikowane procesy pogodowe. Ciśnienie atmosfery przy powierzchni Tytana jest o 50% większe od ciśnienia panującego przy powierzchni Błękitnej Planety. Podczas misji Cassini-Huygens zbadano m. in. procesy pogodowe. Odkryto płynące rzeki i padające deszcze, analogiczne do ziemskich. Parowanie cieczy z jezior i mórz powoduje powstanie chmur. Wiatry powodują przemieszczanie się chmur, także w strefy górskie i wyżynne. Opady tam zasilają źródła podtrzymujące rzeki. Proces ten nazywamy na Ziemi cyklem hydrologicznym. Jednak na Tytanie rolę wody spełniają ciekłe węglowodory, więc przymiotnik „hydrologiczny” niezbyt tu pasuje.

Ilustracja 2: na górze: piaskowe wydmy na Pustyni Namib (źródło: NASA/JSC), na dole: Wydmy na Tytanie (źródło: NASA/JPL)

Wiatry przy powierzchni Tytana są na ogół bardzo powolne, rzędu kilku km/h i częściowo mogą być efektem pływów grawitacyjnych (analogicznych do przypływów i odpływów oceanów na Ziemi). Ale co kilkanaście lat, podczas równonocy, następują dramatyczne zmiany cyrkulacji atmosfery i powstają burze, podczas których wiatry osiągają kilkadziesiąt km/h.

Dzięki misji Cassini dokonano omawianego tutaj odkrycia – a mianowicie znaleziono wydmy na powierzchni Tytana. Stały się one sensacją, chociażby ze względu na materiał, który je tworzy. Struktury te bowiem składają się – nie jak w przypadku wydm ziemskich – z piasku, lecz z lodu wodnego oraz związków organicznych. Sonda Cassini zaobserwowała je w okolicach równika Tytana w roku 2005. Wydmy te rozciągają się setki kilometrów, a ich wysokość to około 100 metrów. Struktury znajdują się w około 1,5 kilometrowych odstępach od siebie. Obecnie uważa się, że wydmy na Tytanie rozciągają się na obszarze o powierzchni 3 mln kilometrów kwadratowych (to więcej niż szacowano na samym początku, kiedy zostały one odkryte).

Podobnie jak na Ziemi,  wydmy są wynikiem wiatrów. Zauważmy, że siła wiatru jest bardzo istotna. Gwałtowne wiatry podczas burz powodują większy transport ziaren piasku niż długotrwałe, lecz słabe wiatry.

 

Tekst: Helena Ciechowska, Redakcja: prof. dr hab. Leszek Czechowski

Wiek jądra Ziemi

Udajmy się w podróż w głąb Ziemi. Pod warstwą skorupy ukrywa się płaszcz, który otula jądro zewnętrzne. Jednak bohaterem dzisiejszej opowieści będzie znajdujące się jeszcze głębiej jądro wewnętrzne.

Dawno, dawno temu, a konkretniej – na co wskazują niedawne badania przeprowadzone przez dr Andy Biggin z Uniwersytetu w Liverpoolu – około miliarda, czy też półtora miliarda lat temu (do tej pory wiek jądra wewnętrznego określany był przez widełki od pół miliarda do 2 miliardów lat) z płynnego jądra zewnętrznego zaczęło powstawać stałe jądro wewnętrzne. Ochładzanie się płynnej mieszaniny żelaza i innych pierwiastków budujących jądro spowodowało krzepnięcie.

Il.: Budowa wnętrza Ziemi, źródło: Wikipedia

Skąd jednak takie zawężenie w określeniu wieku jądra wewnętrznego? Z zapisów paleomagnetycznych można odczytać wyraźny wzrost pola magnetycznego Ziemi w tym okresie. To z kolei ma wskazywać na pojawienie się wewnętrznego jądra w centrum naszej planety, a więc także określa okres, w którym część materii jądra zestaliło się.

Odkrycie tego faktu może zmienić niektóre założenia powszechnie wykorzystywane w naukach o Ziemi, bowiem ten fakt, wskazuje na to, że wnętrze naszej planety stygnie wolniej niż wcześniej zakładano.

Okazuje się także, że średni przyrost jądra wewnętrznego to około 1 mm w ciągu roku, a ta wiedza, w znaczący sposób wpływa również na nasze informacje związane z polem magnetycznym Błękitnej Planety. Bowiem jest ono generowane przez ruch płynnej, przewodzącej prąd elektryczny cieczy w jądrze zewnętrznym. Ruchy te są wynikiem konwekcji cieplnej, w wyniku której ciecz się porusza, jednocześnie wydajniej przenosząc ciepło.

W momencie, w którym jądro wewnętrzne zaczęło powstawać, konwekcja przyspieszyła. Ten proces trwa do dziś i jest głównym źródłem ziemskiego pola magnetycznego.

Więcej na ten temat można przeczytać w magazynie Nature.

 

Tekst: Helena Ciechowska, Redakcja: prof. dr hab. Leszek Czechowski

Wydmy w Układzie Słonecznym

Wydmy znane są większości z nas z naszych własnych obserwacji – widzieliśmy je na plażach, albo przynajmniej w szkolnych podręcznikach. Powstają one w środowiskach eolicznych – to znaczy takich, w których główną rolę rzeźbotwórczą odgrywa wiatr. Są więc wynikiem działania atmosfery. Kształt wydm może nam więc sporo powiedzieć na temat tego, jaka jest atmosfera – na tej podstawie możemy określić jej czynniki takie jak dynamika, czy też gęstość. Do formowania się struktur wydmowych potrzebny jest jednak jeszcze jeden składnik – materiał sypki.

Il. 2: Proces powstawania wydmy barchanowej, Źródło: Wikipedia

Na Błękitnej Planecie wydmy formują się tam, gdzie znajduje się piasek – znajdziemy je na wspomnianych w pierwszym akapicie plażach, ale także na pustyniach. Najczęściej spotykane są wydmy poprzeczne – o asymetrycznych stokach (jeden jest bardziej stromy od drugiego) – przykładem takich wydm są barchany, które kształtem przypominają sierp księżyca. Na naszej planecie spotkamy też wydmy poprzeczne, które oba stoki mają bardzo strome, a same są też wysokie (spotykane w środowiskach pustynnych takich, jak Sahara) – mogą rozciągać się nawet do 300 km.

Ziemia jednak nie jest jedyną planetą Układu Słonecznego, na której występują wydmy. Znaleźć je bowiem możemy także na Wenus i Marsie.

Wenusjańskie wydmy zajmują jedynie 0,04% powierzchni planety. Prawdopodobnie materiał je tworzący to pokruszony bazalt. Tamtejsze wydmy mają długość od 500 m do 10 km. Odległość między polami wydmowymi to ok. pół kilometra. Na powierzchni Wenus wykryto jedynie dwa pola wydmowe, jednak na powierzchni planety istnieje także możliwość występowania mikro-wydm.

Il.: Marsjańskie wydmy (TARs – ang. Transverse Aeolian Ridges), Źródło: NASA/JPL/University of Arizona

Kolejną planetą, na której możemy znaleźć wydmy jest Mars. Ze względu na rozrzedzoną atmosferę Czerwonej Planety jest ona środowiskiem, które sprzyja ich powstawaniu. Materiałem wydmotwórczym jest tam – podobnie jak na Wenus – rozkruszony bazalt. Północna półkula planety jest bogatsza w wydmy, które kształtem przypominają te znane nam na Ziemi – znajdziemy tu bowiem wydmy barchanowe, ale także te o strukturze poprzecznej. Na Marsie występują także egzotyczne dość małe wydmy, które są tam bardzo powszechne, a których na Ziemi, nie obserwujemy wcale.

 

Tekst: Helena Ciechowska, Redakcja: prof. dr hab. Leszek Czechowski