Inwazja z innej gwiazdy

Znany dobrze geologom wulkan Manua Kea jest także miejscem, gdzie znajdują się znane dobrze astronomom wielkie teleskopy. Autor fotki: Sasquatch

Kilkanaście dni temu odkryto, że do naszego Układu Słonecznego wtargnął przybysz z innego układu gwiezdnego. Pierwszy (19 października 2017) zauważył go Rob Weryk, astronom pracujący z teleskopami na Hawajach. Na szczęście nie jest to groźny Obcy ze znanego ciągu filmów z dzielną Sigourney Weaver.  Na razie obiekt nosi oznaczenie C/2017 U1 i jest to prawdopodobnie ciało podobne do komet z naszego Układu Słonecznego. Wyróżnia się orbitą hiperboliczną o wyjątkowo dużym mimośrodzie ok. 1.2, podczas gdy większość komet z naszego Układu Słonecznego porusza się eliptycznych orbitach. Co prawda są to bardzo wydłużone elipsy, na ogół o mimośrodach powyżej 0,9 (przy takim spłaszczeniu orbita Merkurego wydaje się idealnym okręgiem, mimo, że ma największy mimośród wśród planet i wynosi on 0,2). Orbita paraboliczna ma mimośród równy 1, zaś orbity hiperboliczne mają mimośrody powyżej 1. Gdyby orbity nie mogły ulegać zmianie, to wszystkie komety z orbitą o mimośrodzie powyżej 1 pochodziłyby spoza Układu Słonecznego. Jednak przejście w pobliżu wielkich planet może zaburzyć orbitę i zmienić jej mimośród.  W przypadku omawianego ciała, jednak jest to mało prawdopodobne i wielu astronomów świętuje pierwszą „pewną” wizytę z innej gwiazdy :-).  Więcej o tej wizycie tutaj lub tutaj albo tutaj 🙂 .

Jaskiniowcy na Księżycu?

Tunal po płynącej lawie. Beds National Monument, California. Autor: Dave Bunnell

Częściowo zapadły tunel lawowy na Księżycu (ok. 50 km długości) pomiedzy Mare Imbiurm i Oceanus Procellarum NASA/GSFC/Arizona. State University

Na Ziemi przed promieniowaniem kosmicznym chroni nas pole magnetyczne i atmosfera. Atmosfera chroni nas także przed niewielkimi meteorytami, które spadają z prędkością wielokrotnie większą niż kule karabinowe (na szczęście spadają dosyć rzadko). Takiej ochrony nie będą mieli przyszli mieszkańcy baz księżycowych lub marsjańskich, którzy będą miesiące albo lata spędzać w bazach narażeni na promieniowanie. Okazuje się, że najlepszą ochroną astronautów mogą być naturalne jaskinie. Co prawda na Księżycu nie ma ziemskich krasowych jaskiń, ale strumienie lawy płynące miliardy lat temu pozostawiły wyżłobione koryta lub tunele, podobnie jak ziemskie strumienie lawy.

 

Pierwszy sztuczny satelita 60 lat temu

Model Sputnika 1. Public Domain.

Teraz takie zdjęcie nie dziwią.  Pierścień E i Enceladus poruszający się wewnątrz niego. Zdjęcie dostarczone przez sondę Cassini (NASA). Public domain.

Właśnie minęło 60 lat od wystrzelenia pierwszego sztucznego satelity Ziemi. To 4 października 1957 roku ZSRR wprowadził na orbitę satelitę Sputnik 1 za pomocą wariantu rakiety balistycznej R 7.  Satelita był kulisty, miał średnicę 58 cm i masę 83,6 kg. Satelita nie miał baterii słonecznych, więc przekazywał dane jedynie do wyczerpania się baterii. W zasadzie był to satelita techniczny, bez przyrządów naukowych, ale z przekazywanych danych można było wyciągać także pewne wnioski dotyczące górnych części atmosfery Ziemi. Orbita Sputnika 1 była dosyć niska i hamowanie przez atmosferę silne, więc ostatecznie po 92 dniach spłonął on w atmosferze. Kolejnymi sztucznymi satelitami były: Sputnik 2 (z psem na pokładzie), Explorer 1 i Vanguard 1. Explorer 1 dostarczył cennych danych o istnieniu tzw. pasów radiacji Van Allena. Vanguard 1 był pierwszym satelitą z bateriami słonecznymi, dzięki czemu dostarczał danych przez wiele lat. Był też umieszczony na dosyć dalekiej orbicie, dzięki czemu wciąż krąży wokół Ziemi. W taki sposób zaczynała się era kosmiczna ludzkości oraz tzw. wyścig kosmiczny pomiędzy ZSRR i USA. Wyścig ten przyczynił się do szybkiego rozwoju kosmonautyki i badań kosmicznych, w tym do załogowej wyprawy na Księżyc w 1969 roku i pośrednio do obecnych lotów do wszystkich planet Układu Słonecznego.